piątek, 3 marca 2017

CHRUM-CHRUM W BAŁTYKU

– Blisko Helu do Bałtyku
weszło kilka młodych dzików,
które bawiąc się wspaniale
gryzły w grzbiety morskie fale.
     Krzycząc: „Chrum-chrum, hura, ho!”,
     zryły mocno morskie dno.
Nie wychodząc wcale z wody
zjadły pączki oraz lody.
Zamiast racic miały płetwy
i kąpały się bez przerwy.
     Wielkie brzuchy, w łuski złote,
     wystawiały ponad wodę.
Podroczyły się z meduzą,
mądrą flądrą, foką Zuzią.
Przepłynęły metrów tysiąc 
żabką krytą. Mogę przysiąc!

– Niemożliwe, zmyślasz chyba?!
– Zobacz zdjęcie, to nie psikus.
To okazy DZIKORYBA,
podgatunku AQUADZIKUS.


Czyżby to jakiś krewniak DZIKORYBA przypłynął z Półwyspu Helskiego do Gdyni?

czwartek, 2 marca 2017

MIŚ PUSZEK I SPOSÓB NA DESZCZ (misiowanka_20)

– Nie lubię deszczu! – Krzyknął miś Puszek. –
Zmoczy mój nosek, uszy i brzuszek,
a przecież jestem cały pluszowy.
Plusz mokry to stan niekomfortowy.

Poproszę słońce, nich dla mnie zrobi
wielki parasol, cały tęczowy.
I z tęczy beret, płaszcz i kalosze –
gdy zacznie padać wszystko założę.

Dobrze ubrany, w barwnym berecie,
pod parasolem w parku posiedzę,
a deszcz przemienię w tęczy okruchy
– ja, miś pluszowy. Niedźwiadek suchy!

*
Spacer, gdy pada?! Jest na to rada:
załóż ubranie przeciwdeszczowe.
Z sobą parasol zabrać wypada,
bez niego możesz mieć mokrą głowę!

czwartek, 1 grudnia 2016

RAZ KUPIŁA CIOTKA W CHINACH...

Ciotka, ciocia, ciotuchna – zainspirowała mnie do drugiej rymowanki-zabawianki. Można trochę powyginać język czytając ją na głos. W pierwszej rymowance ciotka zwiedzała atrakcje Egiptu, w tej udała się na zakupy do Chin. Jeśli chcecie przypomnieć sobie pierwszą, to można ją znaleźć tutaj: http://rymcym.blogspot.com/2015/05/raz-zgubia-ciocia-dzidzie.html


Raz kupiła ciotka w Chinach
ping-pong z laki i pingwina
jajo wielkie – a do tego –
kurtkę w kratkę, jaka mleko,
czapkę w czaple, futro yeti,
Buddę z brązu, który świecił.

Ułożyła wszystko w kufrze.
Trach! Zamknęła kufer hucznie
i zabrała go do domu.

Tam, nie mówiąc nic nikomu,
pracowała cały rok,
aż się wykluł z jajka smok,
który głowę miał pingwina,
ping-pong z laki w dziobie trzymał.
Był pokryty futrem yeti
i ogonem z brązu świecił.
Nosił kurtkę w drobną kratkę,
czapkę w czaple, z chińskim znaczkiem.
Powiem jeszcze, że do tego,
pijał w piątki jaka mleko.

Popatrz, siedzi na tym kufrze,
a ty móżdżkiem sprawnie ruszże!
Niech odpowiedź w świat poleci
na pytanie: czym smok świecił?

sobota, 26 listopada 2016

PO SZALE MARSZ!

Cesarz ze Szwecji i król z Kornwalii
poszli do puszczy po kosz konwalii.
Szli, a gdy doszli – wraz z całą armią –
znaleźli w krzakach szkarłatny karton.

Wewnątrz kartonu dwieście krasnali
szydełkowało:
z bawełny szalik,
z szetlandzkiej wełny czapkę z pomponem,
z moheru berło, miecz i koronę.
I jeszcze zbroję, w angielskim stylu,
w rzucik w jodełkę – całą z kaszmiru.

Cesarz wraz z królem, radzi oboje,
zaczęli prędko przymierzać zbroję
oraz koronę w wersji zimowej –
miękkiej i ciepłej – bo moherowej.

I każdy władca pomysł pochwalił,
że w chłody trzeba zakładać szalik,
więc zamówili u krasnoludków
milion sto szali w dobrym gatunku.

A gdy nastały mrozy grudniowe
i zamówienie było gotowe,
cesarz wraz z królem – gwiżdżąc wspaniale –
na czele armii poszli po szale.

I już nie muszą rodzice prosić,
bo odtąd każdy chętnie szal nosi!


piątek, 15 lipca 2016

ŁĄKODUCH...

Zasnął Duch nad stawem w nieskoszonej trawie
i śnił, że jest łąką. O, a to ciekawe!
Wesołe motylki, każdej łąki goście,
siadły mu na nosie – bardzo dużym oście.

A na brodzie Ducha – kwitły koniczyny.
Pod nimi biedronki śpiewały: „Tańczymy!”
i razem ze świerszczem, który grał poleczkę,
weszły na liść babki potańczyć troszeczkę.

Psotny wiatr cichutko bajał szmaragdowo –
rozkołysał maki nad dmuchawca głową,
dał nurka w pokrzywy, połaskotał Ducha,
gdy strącił ze szczawiu żuka obżartucha.

Duch przykrył się cały kocem gęstej darni –
z ziół, kwiatów, traw różnych… I rosą się karmił.
Spał… i spał, i spełniał najskrytsze pragnienie:
brzuch biały ogrzewał słonecznym promieniem.

Kiedy się obudził zrobił cztery skłony
i poczuł się lekko,
i stał się… 
ZIELONY!