niedziela, 5 maja 2013

FRANIA UNIKAŁA CZESANIA +



W pewną sobotę – pierwszą, majową –
szedł psotny kołtun, spotkać się z głową, 
nową ulicą Fryzjerską zwaną.
Dreptał nerwowo. Było to rano.

Chodził i w okna zaglądał ludziom.
Patrzył jak dzieci ze snu się budzą,
aż znalazł domek, gdzie pewna Frania
nienawidziła bardzo czesania.

– Tutaj zamieszkam! – kołtun zawołał.
– Tutaj jest raj mój, praca i szkoła. –
I już u Frani we włosach siedzi,
gdzie okruch chleba, łuski od śledzi,
skórka cytryny, cukierka ćwiartka,
zgubione piórko i piasku miarka.

Na głowie Frani zrobił mieszkanie,
Frania ma włosy w supły splątane,
a żaden grzebień i żadna szczotka
ich nie wyczesze, także nie spotkasz
gumek ni spinek, wsuwek, klamerek –
tylko po zupie groch, kartofelek.

Kołtun szczęśliwy, a płacze Frania
– oj, nie lubiła włosów czesania! 
–
bo teraz głowa swędzi i boli,
kiedy ten kołtun na niej swawoli.

Szukano rady, sprytnych sposobów,
by go wygonić, pozbyć się fochów
tej małej Frani zakołtunionej
i ją uczesać w koński ogonek.

Aż pewien fryzjer, ten na Fryzjerskiej, 

w nowym zakładzie o nazwie włoskiej 
– by obciąć włosy każdy tam zmierzał –
w mig ostrzygł Franię całkiem na jeża!


***

Raz pewien fryzjer, ten na Fryzjerskiej,
w nowym zakładzie o nazwie włoskiej,
gdzie szyld z grzebieniem nad drzwiami wisiał,
ogolił Franię i głowa łysa
czeka aż włosy odrosną długie.
Frania już woła: – Czesanie lubię!


| Bajka dla dzieci, które uciekają od grzebienia. Rymowanka-pouczanka o spotkaniu pewnej małej Frani z kołtunem. W zakończeniu można wybrać fryzurkę na jeżyka, lub łysą główkę. Ten wybór zainspirowała Rymcia, bo bardzo chciała jednak na łyso ogolić Franię. Przyznam, że to trochę jej dedykowany wierszyk i podziałał, bo chętniej się czesze.   :-)  |  ZAPRASZAM można posłuchać recytacji Pana Bogdana Dmowskiego: https://www.youtube.com/watch?v=7e8s8e76I9g& list=UUvMh4Rdx9PKK74TfSM5rb6A |

| Do kompletu: Tomcio Brudas http://rymcym.blogspot.com/2013/05/tomcio-brudas.html     Król Bałagan http://rymcym.blogspot.com/2013/06/u-baaganiarza.html |

piątek, 3 maja 2013

TRZY SMOKI +



Tato, tato... za trzy cmok(i)
oddam bardzo śmieszne smoki.

Patrz! Usiadły na papierze,
jakie tłuste, zieloniutkie
i we trójkę wprost na wieżę
idą razem okrąglutkie.

Pierwszy okiem na mnie łypie,
zerka spode łba zuchwale.
jego profil na tej szybie,
w oknie zamku – tu! – utrwalę.

Drugi – gapa! Ogon długi
plącze jego wielkie łapska,
ja mu oddam swe usługi
i rozplączę z zawijaska.

Trzeci czkawką kartkę pali,
bo zjadł zupę zbyt gorącą –
muszę szybko się oddalić.
Oj! Już kredkę mam parzącą.

Lecz na szczęście palec zdrowy,

a rysunek już gotowy!

środa, 1 maja 2013

DŻAWKA (DŻDŻYSTA MŻAWKA) +




Jestem deszczyk, taka mżawka nieduża,
jak w lusterkach  przeglądam się w kałużach.

Roszę w mieście domów dwieście,
samochody i ulice.
Później z miasta lecę w pola,
zmoczyć dalszą okolicę.

Mokro będzie tu i tam.
Ja tak chcę!
Czy podoba się to wam,
czy też nie?!

Bo ja na to, jak na lato!
Myję płatki wszystkim kwiatom
i chodniki – osobiście –
trawę, jabłka, wiśni kiście,
wszystkie płoty i psie psoty,
szare myszy, dzieci, koty.

Myję sobie cały ten świat:
ptaka, który ziarno dziś zjadł
i motyla, i pędraka,
żuka, kruka i ślimaka,
kurkę wodną, rybę w stawie,
szyszkę w lesie, piórko pawie.

Co mi zrobisz, gdy ja dżdżę?
Ja i tak umyję cię!
Tylko z domu, po kryjomu,
wystaw nos i... 

Hejże, hola!
Bez parasola.

| Pan Deszczyk, z obrazka, narodził się, gdy Rymcia miała 5 lat. Gdy znalazłam ten rysunek, w zeszłym roku, to narodził się powtórnie w tym wierszyku. |