środa, 4 czerwca 2014

LENIWIEC DOMOWY +



| Czeka mnie wielkie sprzątanie, w pokoju córy też. 
  Ufff! Chciałam wyczarować pomocników. Może czary pomogą :)


W dżungli, której dziś już nie ma,
żył leniwiec bez imienia,
trochę inny od swych bliskich,
gdyż nie lenił się jak wszyscy.
Z odkurzaczem gnał przez dżunglę
kurz odkurzyć – choć to trudne.

Segregował zmyślnie liście
na dwie sterty: brudne, czyste.
Trzepał ściółkę, czesał trawę.
Wszyscy gromkie bili brawa,
kiedy grzybom, wprost na głowach,
kapelusze wyglancował.
Pnie szorował, grabił mech.
Wciąż uwijał się za trzech!

Zarażony tym przykładem
poszedł każdy ptak z owadem
i gad z płazem, wszystkie ssaki –
w mig porządek stał się taki,
że przyjemnie się mieszkało.

I mnie też by się przydało
w domu takie dzielne zwierzę,
które sprząta, zamiast leżeć,
i codziennie (nie raz w roku)
zadba pięknie o swój pokój.

wtorek, 3 czerwca 2014

TYGRYS W GWIAZDKI

| Wczoraj zainspirowało mnie niebo, niestety było pochmurne, ale oczami wyobraźni i ten tygrys, i Droga Mleczna, i kometa...


Dziś opowiem baśń ciekawskim,
o tygrysie w srebrne gwiazdki.
Gdy się zjawił na polanie
wnet wywołał zamieszanie.

Powstał w dżungli wielki zamęt.
Całą noc trwał, a nad ranem
słonie, małpy,
też małpiatki,
węże, żółwie…
były w gwiazdki.

I mówiły: „Kto na ciele
gwiazdki ma, jest przyjacielem”.

Mina zrzedła tygrysowi,
gdyż na Ziemię zszedł na łowy,
ale teraz, trudna rada,
wszak przyjaciół się nie zjada.

Uciekł szybko za nieboskłon
i kometę zjadł na ostro,
a gdy pić mu się zachciało –
Mleczną Drogę wypił całą.

niedziela, 1 czerwca 2014

DUCHPIŁKA I LILKA

| Tak na Dzień Dziecka z życzeniami i pozdrowieniami, bo najważniejsze to... 
(szukaj na końcu wierszyka)


W małym miasteczku na środku skwerku
straszył Duch złośnik w lila sweterku.
Zjawił się latem na placu zabaw
przegonił Julkę, Hanię, jej brata
i wszystkie dzieci małe i duże.
Rozkopał trawnik, podeptał róże.

Wszedł na zjeżdżalnię. Zjechał trzy razy.
„Czy bawić ze mną ktoś się odważy?!” –
zawołał głośno i na zachętę
zmienił się w piłkę. To niepojęte,
ile się zaraz osób zleciało
(gdy powiem – dwieście, to będzie mało).

Przybiegł kominiarz czarny od sadzy,
lecz złapać piłki się nie odważył.
Też nie dał rady strażak ochotnik –
ze skwerku uciekł szybko na chodnik.
Nawet policjant bał się okropnie,
że go ta piłka znienacka kopnie.

Burmistrz popatrzył tylko z daleka:
„Na ławce w cieniu jeszcze poczekam!” –
powiedział cicho. A piłka skacze,
psoci i niszczy… nie chce inaczej!
Doktor zawołał: „Może jest wściekła!” –
i wnet połowa ludzi uciekła.

Lecz przyszła Lilka, w spodenkach lila,
Ducha złośnika wnet zobaczyła:
„Cześć!” – powiedziała. Klasnęła w dłonie
i to był wreszcie straszenia koniec,
i odtąd zgodnie (w lila odzieży)
bawią się razem tak jak należy.

Na skwerek inne dzieci wróciły.
Duch jest wesoły, grzeczny i miły:
„Już zrozumiałem, straszyć nie muszę,
gdy dookoła są BRATNIE DUSZE!”.