piątek, 3 maja 2013

TRZY SMOKI +



Tato, tato... za trzy cmok(i)
oddam bardzo śmieszne smoki.

Patrz! Usiadły na papierze,
jakie tłuste, zieloniutkie
i we trójkę wprost na wieżę
idą razem okrąglutkie.

Pierwszy okiem na mnie łypie,
zerka spode łba zuchwale.
jego profil na tej szybie,
w oknie zamku – tu! – utrwalę.

Drugi – gapa! Ogon długi
plącze jego wielkie łapska,
ja mu oddam swe usługi
i rozplączę z zawijaska.

Trzeci czkawką kartkę pali,
bo zjadł zupę zbyt gorącą –
muszę szybko się oddalić.
Oj! Już kredkę mam parzącą.

Lecz na szczęście palec zdrowy,

a rysunek już gotowy!

środa, 1 maja 2013

DŻAWKA (DŻDŻYSTA MŻAWKA) +




Jestem deszczyk, taka mżawka nieduża,
jak w lusterkach  przeglądam się w kałużach.

Roszę w mieście domów dwieście,
samochody i ulice.
Później z miasta lecę w pola,
zmoczyć dalszą okolicę.

Mokro będzie tu i tam.
Ja tak chcę!
Czy podoba się to wam,
czy też nie?!

Bo ja na to, jak na lato!
Myję płatki wszystkim kwiatom
i chodniki – osobiście –
trawę, jabłka, wiśni kiście,
wszystkie płoty i psie psoty,
szare myszy, dzieci, koty.

Myję sobie cały ten świat:
ptaka, który ziarno dziś zjadł
i motyla, i pędraka,
żuka, kruka i ślimaka,
kurkę wodną, rybę w stawie,
szyszkę w lesie, piórko pawie.

Co mi zrobisz, gdy ja dżdżę?
Ja i tak umyję cię!
Tylko z domu, po kryjomu,
wystaw nos i... 

Hejże, hola!
Bez parasola.

| Pan Deszczyk, z obrazka, narodził się, gdy Rymcia miała 5 lat. Gdy znalazłam ten rysunek, w zeszłym roku, to narodził się powtórnie w tym wierszyku. |

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

BAJKA O PRZYJAŹNI / CZYLI, O PROSIĘCIU I KOŹLĘCIU +



Z jednego wiersza* (całkiem nie w sosie)
uciekło prosie, z muchami w nosie.
Szło polną dróżką, głośno chrumkało:
że błoto brudzi mu całe ciało,
a droga wąska i wyboista,
trawa nieświeża i wiatr w niej śwista.
Szło tak na cały świat rozzłoszczone,
i prostowało w gniewie ogonek.

A przy tej drodze, choć trawy mało,
koźlę z kiełbiami we łbie skakało.
Wianuszki plotło z ziarenek piasku,
rogami bodło echo – to z lasku;
wiatr gryzło w łydki, a słońce złote
prosiło: „Zostań mym samolotem.
Ja po promyku, jak po drabinie
wejdę do ciebie. Już wśród chmur płynę!”

Spotkało prosię koźle dziwaczne.
O tym opowieść za moment zacznę,
bo, wnet się stało, co stać się miało.

Prosię ogonek prostuje śmiało –
rozgląda wrogo, ryjek wykrzywia,
ze ścieżki zbacza, a tam pokrzywa
w boczek je parzy. Bąbel już rośnie
i piecze mocno, boli nieznośnie.

Koźlę, co biegło za chmurką białą,
z krainy marzeń się wyplątało,
babki leczniczej skubnęło listek
i ku prosięciu gna, jak najszybciej.
Pomógł, ten zdrowy, okład zielony,
już ryjek świnki zadowolony.

Przyjaźń to nowa, chociaż się dziwię,
powstała z bąbla po złej pokrzywie.
I tak, to prosię z muchami w nosie,
dzięki koźlęciu było znów w sosie.
A koźlę, z tymi kiełbiami we łbie,
na ziemi częściej czuło się pewnie,

więc razem poszły, w dal, krętą drogą,
aż za horyzont – tam gdzie je wiodą:
oczy ciekawe, przygody nowe,
miejsca nieznane, sny kolorowe.

| * Wanda Chotomska "Muchy w nosie" |